Jakoś ostatnio wkręciło mnie robienie stron. Może jeszcze nie teraz, ale za chwilę narzędzia do edycji stron będą podobne do pakietów biurowych. A w zasadzie, dlaczego nie są ich częścią. Czy pisząc jakikolwiek tekst zastanawiamy się, jaki jest format danych? Raczej nie. A wszystko idzie w tym kierunku, by formaty danych zarówno te dokumentowe jak i przeglądarkowe były formatami xmlowymi. Xml, to trochę ogólnik i słowo klucz. W zasadzie xml jest klasą formatów. Pliki xmlowe spełniają pewne ogólne reguły, jednak każdy format xmlowy może (i w zasadzie jest) inny.
Wracając do porównań. Pakiet biurowy nie zmusza nas do poznania struktury pliku danych. Nie interesuje nas to. W przypadku stron webowych jest trochę inaczej. Niby są cmsy, czyli systemy zarządzania treścią (np. ten system, w którym pisany jest ten blog), ale bez znajomości htmla raczej trudno coś wycyzelować.
To nie jest wszystko. Może od początku. Każda strona może być opisana w trzech płaszczyznach. Zawartość, wygląd, manipulacja kodem. Współcześnie te trzy płaszczyzny zostały rozdzielone i każda z nich wykorzystuje inne narzędzia. Są to odpowiednio (x)html do zarządzania treścią, css do zarządzania wyglądem i javascript do manipulacji kodem.
Ciekawą rzeczą jest, że podstawami teoretycznymi i standaryzacją narzędzi zajmuje się niezależna organizacja - w3.org. Producenci przeglądarek w mniejszym lub większym stopniu dostosowują się do tych standardów. Taki rozwój jest właściwy, bo jest podstawą konkurencji. Zupełnie inaczej jest w przypadku pakietów biurowych. Pierwotnie był otwarty standard ISO, z którego korzystały pakiety opensource'owe, ale Microsoft przeforsował swój standard, co skutecznie zablokowało możliwość pełnej edycji plików office'a w pakietach opensource'owych Libreoffice czy (Apache) Openoffice
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chmura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chmura. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 31 sierpnia 2014
poniedziałek, 30 czerwca 2014
markdown
Tak się składa, że ostatnio strasznie się wkręciłem. Bardzo zainteresowałem się technologiami związanymi z tworzeniem i zarządzaniem stronami webowymi. W konsekwencji jakoś mam mniej czasu na pisanie. Trochę przystopowałem, ale postaram się, może rzadziej, ale jednak coś pisać.
Teraz trochę o internecie. Czy każdy wie, jak to działa? No właśnie. Tak sobie robimy click i oglądamy, strony, obrazki, filmy. Słuchamy muzyki. Wszystko z magicznego pudełka.
Nie są to takie czary, co będę się starał wyjaśnić później. Ale najpierw powrót do rzeczy, którą już sygnalizowałem. Markdown.
Jakiś czas temu pisałem o markdownie i zastosowaniu do tworzenia prostych stron zarządzanych poprzez dropboxa. Jak się zacząłem wczytywać w temat, to okazało się, że markdown jako narzędzie do tworzenia dokumentów jest dosyć popularne. Niestety z trudem znaleźć można polskie źródła, stąd z konieczności muszę opierać się o dokumentację angielskojęzyczną.
Zauważmy najpierw, że poprzez wszystkie lata pliki tekstowe i ich format w zasadzie się nie zmieniły. Można powiedzieć, że txt jest wieczny. W prawdzie w każdym z systemów operacyjnych - unix, windows, mac - jest inna konwencja kończenia linii, ale nie zmienia to zawartości plików.
Dla przypomnienia. Markdown to zbiór predefiniowanych znaczników w tekście służących do jego formatowania. Mówi się, że jest to język, ale to tak trochę na wyrost. Takie rozwiązania są tak stare jak komputery. A może starsze. Przecież podobnego systemu używały (i używają nadal) drukarki. To co wysyłamy do drukowania jest drukowane z wyłączeniem pewnych sekwencji sterujących, powodujących zmianę trybu drukowania - drukowanie kursywą, pogrubieniem, większymi, mniejszymi znakami, innym zbiorem czcionek itp. Znacie, znamy.
Teraz trochę o internecie. Czy każdy wie, jak to działa? No właśnie. Tak sobie robimy click i oglądamy, strony, obrazki, filmy. Słuchamy muzyki. Wszystko z magicznego pudełka.
Nie są to takie czary, co będę się starał wyjaśnić później. Ale najpierw powrót do rzeczy, którą już sygnalizowałem. Markdown.
Jakiś czas temu pisałem o markdownie i zastosowaniu do tworzenia prostych stron zarządzanych poprzez dropboxa. Jak się zacząłem wczytywać w temat, to okazało się, że markdown jako narzędzie do tworzenia dokumentów jest dosyć popularne. Niestety z trudem znaleźć można polskie źródła, stąd z konieczności muszę opierać się o dokumentację angielskojęzyczną.
Zauważmy najpierw, że poprzez wszystkie lata pliki tekstowe i ich format w zasadzie się nie zmieniły. Można powiedzieć, że txt jest wieczny. W prawdzie w każdym z systemów operacyjnych - unix, windows, mac - jest inna konwencja kończenia linii, ale nie zmienia to zawartości plików.
Dla przypomnienia. Markdown to zbiór predefiniowanych znaczników w tekście służących do jego formatowania. Mówi się, że jest to język, ale to tak trochę na wyrost. Takie rozwiązania są tak stare jak komputery. A może starsze. Przecież podobnego systemu używały (i używają nadal) drukarki. To co wysyłamy do drukowania jest drukowane z wyłączeniem pewnych sekwencji sterujących, powodujących zmianę trybu drukowania - drukowanie kursywą, pogrubieniem, większymi, mniejszymi znakami, innym zbiorem czcionek itp. Znacie, znamy.
wtorek, 20 maja 2014
rip
Rzeczy niestety się psują. Nie inaczej jest z elektroniką. Jest, za chwilę może przestać funkcjonować. Powody bywają oczywiste, np. coś nam spadło, nastąpiło przepięcie prądu itp. Ale czasami powód jest nieznany. Po prostu po latach funkcjonowania nagły koniec. Dotknęło to mnie. Nagle dysk postukał chwilę i przestał funkcjonować. Koniec. System niby go widzi, ale nie może go odczytać.
Awaria dysku, jakkolwiek chyba niezbyt częsta, jest zawsze sporym zaskoczeniem. Mój był w dobrym stanie. Prawie nowy ;). Nie miał jeszcze dziewięciu lat. I nie był mocno eksploatowany. Muszę przyznać, że taka awaria zdarzyła mi się po raz pierwszy.
Nasza wiara w bezawaryjne funkcjonowanie sprzętu jest niczym nieuzasadnionym życzeniem. Praktyka pokazuje, że ryzyko istnieje i jest całkiem realne. Strata twardego dysku, to przeważnie utrata danych. Często bezcennych poprzez swoją wartość sentymentalną - jak zdjęcia, artykuły, lub poświęcone godziny pracy.
Na szczęście nic nie straciłem jeżeli myślimy o danych. Straciłem instalację windowsów. xp. Prawie cała zawartość dokumentacyjna była wcześniej backupowana w chmurze. Posiadane programy też są do odtworzenia. A co do ponownej instalacji xp, to muszę się zastanowić. Potrzebne mi są tylko do obsługi drukarki (może trzeba już pozbyć się Kyocery) i ze względów, nazwijmy to, sentymentalnych.
> R.I.P. (2005-2014) Western Digital Serial ATA HD WD Caviar SE <
Awaria dysku, jakkolwiek chyba niezbyt częsta, jest zawsze sporym zaskoczeniem. Mój był w dobrym stanie. Prawie nowy ;). Nie miał jeszcze dziewięciu lat. I nie był mocno eksploatowany. Muszę przyznać, że taka awaria zdarzyła mi się po raz pierwszy.
Nasza wiara w bezawaryjne funkcjonowanie sprzętu jest niczym nieuzasadnionym życzeniem. Praktyka pokazuje, że ryzyko istnieje i jest całkiem realne. Strata twardego dysku, to przeważnie utrata danych. Często bezcennych poprzez swoją wartość sentymentalną - jak zdjęcia, artykuły, lub poświęcone godziny pracy.
Na szczęście nic nie straciłem jeżeli myślimy o danych. Straciłem instalację windowsów. xp. Prawie cała zawartość dokumentacyjna była wcześniej backupowana w chmurze. Posiadane programy też są do odtworzenia. A co do ponownej instalacji xp, to muszę się zastanowić. Potrzebne mi są tylko do obsługi drukarki (może trzeba już pozbyć się Kyocery) i ze względów, nazwijmy to, sentymentalnych.
czwartek, 23 stycznia 2014
Ciasto z dropboxa
Chmura, to nie tylko przechowalnia plików. Coraz częściej jest ona dostarczycielką usług. Na upartego, przy dobrze działającej sieci oprogramowanie naszego komputerka mogłoby zostać zredukowane do przeglądarki. Pomysły takie są, mają się dobrze i kto wie, czy nie tędy droga. Przynajmniej w tym świecie bardziej ucywilizowanym.
Przy okazji instalowania dropboxa natknąłem się na zbiór artykułów dotyczących jego wykorzystania. Część porad, całkiem niebanalna. Strona niestety po angielsku, ale taka jest kolej rzeczy. Wynalazcy, zwycięzcy, innowatorzy narzucają swój język.
Przy okazji jednego z artykułów dotyczących wykorzystania dropboxa do budowania i zarządzania własną stroną przy pomocy (płatnego) serwisu https://www.harp.io/ przypomniał mi się analogiczny serwis, tylko bezpłatny. Nazwa i adres - Pancake.io - bardziej kojarzy się z branżą cukierniczą niż informatyczną.
Przy okazji instalowania dropboxa natknąłem się na zbiór artykułów dotyczących jego wykorzystania. Część porad, całkiem niebanalna. Strona niestety po angielsku, ale taka jest kolej rzeczy. Wynalazcy, zwycięzcy, innowatorzy narzucają swój język.
Przy okazji jednego z artykułów dotyczących wykorzystania dropboxa do budowania i zarządzania własną stroną przy pomocy (płatnego) serwisu https://www.harp.io/ przypomniał mi się analogiczny serwis, tylko bezpłatny. Nazwa i adres - Pancake.io - bardziej kojarzy się z branżą cukierniczą niż informatyczną.
![]() |
| Strona startowa serwisu |
środa, 15 stycznia 2014
Po xp
Wszystko co ma swój początek, ma też i koniec. Trzeba się już zastanowić, nie ma wyjścia, jaka powinna być nasza reakcja na brak wsparcia dla xp. Czasu mamy niewiele. Starajmy się własnoręcznie, a raczej samodzielnie intelektualnie, bez żadnej podpowiedzi marketingowej znaleźć zgrabny scenariusz.
Osobiście, to komputery mam już leciwe.
Czy to w czymś przeszkadza? Mnie osobiście nie. Nie wyliczam jakiś karkołomnych trajektorii, nie mam zbyt ciężkiego systemu, i w ogóle to niezbyt obciążam swój sprzęt. Wystarczyło na lat 8, wystarczy jeszcze trochę. Zawahałem się, co do długości następnego okresu, bo to zależy od wielu rzeczy. Przede wszystkim sposobu wykorzystania.
Osobiście, to komputery mam już leciwe.
![]() |
| specyfikacja mojego desktopa |
Czy to w czymś przeszkadza? Mnie osobiście nie. Nie wyliczam jakiś karkołomnych trajektorii, nie mam zbyt ciężkiego systemu, i w ogóle to niezbyt obciążam swój sprzęt. Wystarczyło na lat 8, wystarczy jeszcze trochę. Zawahałem się, co do długości następnego okresu, bo to zależy od wielu rzeczy. Przede wszystkim sposobu wykorzystania.
niedziela, 5 stycznia 2014
W chmurach
Przełom roku sprzyja raczej lenistwu niż pracy, dlatego też chciałbym chwilę pobujać. Pobujać, jak wyżej, w chmurach.
Zawsze mam wrażenie, że nowy rok, jak i wszystkie pozostałe święta wymyślili marketingowcy. W zasadzie, upływ czasu jest procesem ciągłym i ten akurat dzień nie jest niczym szczególnym. No ale jak nie ma świąt, to nie ma zakupów. A jak sprzedaż leży, to premie bye bye. Brutalne prawo natury. Biznesowej, nie ludzkiej.
Ale wracając do chmur, to najpierw zacząłem się zastanawiać, co mogłoby być babolem roku już minionego. Dla mnie numero uno jest sprzedaż Nokii. Uśmiałem się z tego jak norka, bo. Najpierw Finowie zatrudnili sobie agenta. Agenta $MS, który w krótkim czasie wyciął wszystko, co odróżniało firmę od reszty i co było jej sukcesem. Potem uzależnił firmę od współpracy z $MS, rezygnując z dywersyfikacji własnych rozwiązań. A na koniec doprowadził do sprzedaży istotnych części firmy. W nagrodę za to wszystko dostał bonus w wysokości 25 mln dolców plus stanowisko w firmie, w której był i wyszedł i powrócił. Finowie obudzili się z ręką w nocniku. Nawet premier kraju poprosił o rezygnację z bonusa. Niestety naiwność Finczyków (no bo prawdziwy Fin, by tak nie zrobił) spotkała się z bezczelnością agenta. Powodem odmowy zwrotu kasy był rozwód z żoną. Turlałem się ze śmiechu. Czasami warto się rozwodzić, by mieć zgrabny argument.
Czy coś może to przebić? Chyba niezbyt szybko.
Zawsze mam wrażenie, że nowy rok, jak i wszystkie pozostałe święta wymyślili marketingowcy. W zasadzie, upływ czasu jest procesem ciągłym i ten akurat dzień nie jest niczym szczególnym. No ale jak nie ma świąt, to nie ma zakupów. A jak sprzedaż leży, to premie bye bye. Brutalne prawo natury. Biznesowej, nie ludzkiej.
Ale wracając do chmur, to najpierw zacząłem się zastanawiać, co mogłoby być babolem roku już minionego. Dla mnie numero uno jest sprzedaż Nokii. Uśmiałem się z tego jak norka, bo. Najpierw Finowie zatrudnili sobie agenta. Agenta $MS, który w krótkim czasie wyciął wszystko, co odróżniało firmę od reszty i co było jej sukcesem. Potem uzależnił firmę od współpracy z $MS, rezygnując z dywersyfikacji własnych rozwiązań. A na koniec doprowadził do sprzedaży istotnych części firmy. W nagrodę za to wszystko dostał bonus w wysokości 25 mln dolców plus stanowisko w firmie, w której był i wyszedł i powrócił. Finowie obudzili się z ręką w nocniku. Nawet premier kraju poprosił o rezygnację z bonusa. Niestety naiwność Finczyków (no bo prawdziwy Fin, by tak nie zrobił) spotkała się z bezczelnością agenta. Powodem odmowy zwrotu kasy był rozwód z żoną. Turlałem się ze śmiechu. Czasami warto się rozwodzić, by mieć zgrabny argument.
Czy coś może to przebić? Chyba niezbyt szybko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

