Przez ostatnie lata starałem się przyjrzeć wielu dystrybucjom linuksowym. Wybór jest duży, ale czy równie wiele dystrybucji spełnia moje oczekiwania? Z tym już trudniej. W tej chwili od blisko dwóch lat pracuję na dystrybucjach debianowych. Nie na samym Debianie, ale raczej dystrybucjach zbudowanych na jego pakietach - point, semplice wattOS. Każdy ma inną definicję własnych potrzeb, a co zatem definicję jakości, stąd pomijam moje motywy wyboru. Po blisko dwóch latach w użyciu mam wrażenie, że system ten spełnia moje oczekiwania w warstwie funkcjonalnej, aplikacyjnej i sprzętowej.
Ale żeby nie było tak prosto. Nie oznacza to, że wszystko idzie jak z płatka bez dodatkowej wiedzy i pracy. Jak w przypadku wszystkiego. By korzystać trzeba mieć trochę kompetencji. Kompetencje windowsowe zawsze przekładają się na kompetencje linuksowe. Chcieć to móc. Jednak trzeba się przemóc, by poznawać nowe rzeczy.
Warto sobie zadać pytanie, po co są dystrybucje pochodne, kiedy jest oryginał. Oryginał może być doskonały, ale funkcjonalność wersji pochodnej z reguły jest trochę inna. Pamiętajmy, że bazą Debiana jest blisko 40 tysięcy pakietów, a przy budowie dystrybucji wykorzystanych jest tylko tysiąc z ogonkiem. Ponadto, pakiety te są w różnych wersjach względem czasu ich powstania. Stąd istnienie kilku tzw. gałęzi. Praktycznie do budowy dystrybucji, czy to oryginału - Debiana, czy jego pochodnych, wykorzystuje się trzy gałęzie
- stabilną, oprogramowanie przetestowane (do tego trzeba czasu) i raczej starawe ale w pełni funkcjonalne
- testową, jak sama nazwa wskazuje, nowsze aplikacje w fazie testowania, co oznacza, że coś nawet jeżeli teraz działa, to za chwilę może przestać.
- niestabilną (sid), najnowsze wersje oprogramowania w fazie nawet przedtestowej.
Może brzmi to strasznie, ale praktyka pokazuje, że stabilność oznacza stabilność do kwadratu, czyli do bólu, wersje testowe są stabilne, ale czasami może jeszcze być jakiś błąd (po to się testuje) a wersja niestabilna jest w zasadzie i prawie stabilna. Coś czasami wybucha, ale da się z tym żyć. Trzeba być ostrożnym i wyzbyć się nawyków automatycznego instalowania najnowszych pakietów. Na marginesie, w Linuksie nic nie dzieje się automatycznie w tym zakresie, jak na przykład w windowsach. Nie ma mowy o upgradowaniu w tle bez wiedzy i pozwolenia administratora systemu. Z tych uprawnień warto i trzeba korzystać, by system funkcjonował bezbłędnie. A na marginesie stabilności lub niestabilności gałęzi niestabilnej, warto wiedzieć, że Ubuntu jest właśnie na niej zbudowane (oczywiście jest pewien wentyl bezpieczeństwa poprzez zamrażanie repozytoriów).