purpura, woda uspokaja

purpura, woda uspokaja
fot. Salman Arif Khan
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą linux. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą linux. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lutego 2015

oldschool

Ostatnio udało mi się odzyskać lub pozyskać kilka starych sprzętów. Ich wartość finansowa jest żadna - wystarczy spojrzeć na ceny na gumtree.

Jaką wartość może mieć mój hp (uchroniony od wyrzucenia)?


lub moja maxdata, którą sam osobiście zakupiłem lata temu



sobota, 17 stycznia 2015

UberStudent

Interesują mnie aktywne, czyli rozwijające się, dystrybucją linuksowym. Wprawdzie wybrałem i od lat obracam się w kręgu debianowym, to jednak warto wiedzieć co się dzieje.

System operacyjny, to narzędzie, które jest przydatne, o ile spełnia swoje funkcje i nasze oczekiwania. Wybór systemu jest w zasadzie sprawą drugorzędną i tak na prawdę powinien wynikać właśnie z analizy potrzeb. W przypadku Linuxa jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że nikt nas do niczego nie zmusza, i zawsze mamy jakiś wybór.

Linux oferuje mnóstwo możliwości. To długa i ciągła historia rozwoju oprogramowania z uniksowymi korzeniami. Jednak, by poznać system, tak jak w przypadku wszystkich nowych umiejętności, trzeba poświęcić mu trochę czasu. Przeniesienie doświadczeń z innych systemów, bywa trudne lub niemożliwe. Ale to normalne. Jeżeli coś robimy po raz pierwszy, to musimy zdobyć kompetencje - wiedzę i doświadczenie.

Prawie wszystkie dystrybucje linuksowe wydawane są w wersji live - try & buy. Oczywiście, to jest try & use. Mając płytę systemu lub jej obraz stosownie przeniesiony na inny nośnik, możemy system uruchomić na komputerze zgodnym z wymogami danej wersji systemu i chwilę go poużywać. Tym samym możemy sprawdzić jak zachowuje się sprzęt, czy mamy problemy z dźwiękiem, kartami sieciowymi, grafiką lub z innymi elementami. Możemy też zapoznać się z aplikacjami out of the box systemu.

Trzeba pamiętać, że współczesne desktopy i notebooki projektowane są do użytku z innym systemem. Windowsami. Działanie każdego elementu sprzętu wymaga stosownego oprogramowania lub jego części do zarządzania tym elementem. Wykonanie takiego oprogramowania M$ przerzucił na dostawców. W przypadku Linuksa, o ile dostawca nie utworzy stosownego oprogramowania - drivera, to ktoś to musi zrobić "for social profit". Oprogramowanie linuksowe jest oprogramowaniem o otwartym kodzie. każdy może zajrzeć, analizować, przerabiać zgodnie licencją. Ale w niektórych przypadkach dostawcy dostarczają oprogramowanie własnościowe, a twórcy dystrybucji albo decydują się na jego wykorzystanie, albo pozostawiają to użytkownikowi.

sobota, 16 sierpnia 2014

debianopochodne

Przez ostatnie lata starałem się przyjrzeć wielu dystrybucjom linuksowym. Wybór jest duży, ale czy równie wiele dystrybucji spełnia moje oczekiwania? Z tym już trudniej. W tej chwili od blisko dwóch lat pracuję na dystrybucjach debianowych. Nie na samym Debianie, ale raczej dystrybucjach zbudowanych na jego pakietach - point, semplice wattOS. Każdy ma inną definicję własnych potrzeb, a co zatem definicję jakości, stąd pomijam moje motywy wyboru. Po blisko dwóch latach w użyciu mam wrażenie, że system ten spełnia moje oczekiwania w warstwie funkcjonalnej, aplikacyjnej i sprzętowej.

Ale żeby nie było tak prosto. Nie oznacza to, że wszystko idzie jak z płatka bez dodatkowej wiedzy i pracy. Jak w przypadku wszystkiego. By korzystać trzeba mieć trochę kompetencji. Kompetencje windowsowe zawsze przekładają się na kompetencje linuksowe. Chcieć to móc. Jednak trzeba się przemóc, by poznawać nowe rzeczy.

Warto sobie zadać pytanie, po co są dystrybucje pochodne, kiedy jest oryginał. Oryginał może być doskonały, ale funkcjonalność wersji pochodnej z reguły jest trochę inna. Pamiętajmy, że bazą Debiana jest blisko 40 tysięcy pakietów, a przy budowie dystrybucji wykorzystanych jest tylko tysiąc z ogonkiem. Ponadto, pakiety te są w różnych wersjach względem czasu ich powstania. Stąd istnienie kilku tzw. gałęzi. Praktycznie do budowy dystrybucji, czy to oryginału - Debiana, czy jego pochodnych, wykorzystuje się trzy gałęzie
  • stabilną, oprogramowanie przetestowane (do tego trzeba czasu) i raczej starawe ale w pełni funkcjonalne
  • testową, jak sama nazwa wskazuje, nowsze aplikacje w fazie testowania, co oznacza, że coś nawet jeżeli teraz działa, to za chwilę może przestać.
  • niestabilną (sid), najnowsze wersje oprogramowania w fazie nawet przedtestowej.
Może brzmi to strasznie, ale praktyka pokazuje, że stabilność oznacza stabilność do kwadratu, czyli do bólu, wersje testowe są stabilne, ale czasami może jeszcze być jakiś błąd (po to się testuje) a wersja niestabilna jest w zasadzie i prawie stabilna. Coś czasami wybucha, ale da się z tym żyć. Trzeba być ostrożnym i wyzbyć się nawyków automatycznego instalowania najnowszych pakietów. Na marginesie, w Linuksie nic nie dzieje się automatycznie w tym zakresie, jak na przykład w windowsach. Nie ma mowy o upgradowaniu w tle bez wiedzy i pozwolenia administratora systemu. Z tych uprawnień warto i trzeba korzystać, by system funkcjonował bezbłędnie. A na marginesie stabilności lub niestabilności gałęzi niestabilnej, warto wiedzieć, że Ubuntu jest właśnie na niej zbudowane (oczywiście jest pewien wentyl bezpieczeństwa poprzez zamrażanie repozytoriów).


sobota, 19 lipca 2014

wattOS

Trochę z konieczności zainteresowałem się innym systemem - wattOS


 Niezbyt często lubię zmieniać systemy operacyjne, ale czasami trzeba. Od ponad roku korzystam z dwóch. Obu bazujących na Debianie. Produkcyjnym jest Point Linux, uzupełniającym (także moje kompetencje) - Semplice Linux.

Point jest świetnym systemem. Bardzo dobrze pomyślany dobór oprogramowania. Stabilny Debian jest gwarantem niezawodnej pracy przez lata. Jednak w kontekście użycia go do nowszego sprzętu ma jedną wadę. Brak jest pełnej obsługi sprzętu. W moim przypadku, to brak obsługi czytnika kart flashowych i pełnego wsparcia dla radeonów.

W Debianie i systemach pochodnych jest możliwość korzystania z nowszego oprogramowania poprzez tzw. backporty. Backporty, to technika polegająca na przeniesieniu oprogramowania z wyższej wersji do niższej. W tym przypadku najczęściej backportuje się jądro systemu.

W stabilnym Debianie podstawowym jądrem jest jądro serii 3.2. Obsługa czytnika wymaga dodatkowego sterownika. Ale już w jądrze 3.5 (chyba) jest on zbędny i system widzi karty flashowe. Od wersji 3.13 jądro wspiera karty ati/radeon. Nowe otwarte sterowniki działają lepiej, a od wersji 3.14 automatycznie włączone jest zarządzanie poborem energii.

Dodając repozytorium backportowe mamy dostęp nie tylko do nowszych wersji jądra ale i innych programów.

Oczywiście dla starszego sprzętu nie ma to znaczenia i na pozostałych swoich desktopach instaluję i używam Pointa w wersji stabilnej, bez dodawania backportów.


niedziela, 27 kwietnia 2014

power

Każdy wie, że power jest ważny. Ale dopiero posiadanie notebooka i praca w terenie pozwala to w pełni zrozumieć.

W domu mamy gniazdko i prąd. W terenie zdani jesteśmy na naszą baterię, a raczej bateryjkę. Bo moja, to 44 Wh (watogodziny). W porównaniu do bateryjek telefonów, to gigant. Ale realia są trochę inne. Notebook potrzebuje więcej prądu. Ile? Sam byłem ciekaw.

W dystrybucjach linuksowych jest wiele programów służących do pomiarów różnych wielkości. Parametrów środowiska i otoczenia systemu. W tym także i konsumpcji. Konsumpcji energii (komputerki muszą się czymś żywić). Wiele z tych programów jest w repozytoriach; zainstalowane lub tylko dostępne. Tutaj koncentruję się na dystrybucjach debianowych (w konsekwencji także ubuntowych), bo tych używam na co dzień.

W repozytoriach Debiana jest powertop. Aplikacja, przygotowana i rozwijana przez Intela, służąca do pomiaru zużycia energii. Korzystam z niej do wyznaczenia zapotrzebowania energetycznego urządzeń (dołączonych lub wbudowanych) oraz programów. Pozwala ona na wyznaczenie zapotrzebowania na energię całego komputerka, ale ja do tego celu używam też innej aplikacji. Jest to program Canonicala (od Ubuntu) pod nazwą powerstat. Do znalezienia w repozytoriach Ubuntu i pochodnych oraz Debiana niestabilnego. W Debianie stabilnym możliwy do zainstalowania po pobraniu ze strony autora odpowiedniej wersji (ze względu na zależności trzeba wybrać wersję odpowiednio wcześniejszą).

W stosunku do powertopa ma się on nijak, jest o wiele prostszy, ma jednak poważną zaletę. Wyznaczenie podstawowego zapotrzebowania na energię może odbywać się w porównywalnych warunkach dla każdego laptopa i każdej dystrybucji. Powerstat w wersji standardowej działa w sposób następujący. Po uruchomieniu przez trzy minuty gromadzi sobie dane, potem 30 razy próbkuje (w 10s interwałach). Na podstawie otrzymanych wyników wylicza średnie zapotrzebowanie. Proste. Powertop też to wszystko wylicza, jednak bazuje na większej ilości wyników. Stąd porównanie pomiędzy komputerami i dystrybucjami bywa trudne, bo w każdym przypadku może być inna ilość próbek.

Powerstat może być uruchamiany bezpośrednio przez użytkownika, lub jako root.

powerstat
sudo powerstat


wtorek, 22 kwietnia 2014

drivery ext

Dopiero co pisałem o podglądzie plików linuksowych z windowsa. Jednak znalazłem doniesienie, które każe mi zwrócić uwagę innych osób na działanie extbrowsera firmy Paragon Software.
U mnie na xp wszystko działa bez zarzutu. Na stronie jest też stosowna informacja, że program przeznaczony jest do windowsów w wersji xp i vista. Zgodnie z doniesieniem problem pojawia się na windows 7 i 8. Program uszkadza partycje linuksowe ext2/3/4. Uszkodzenie partycji może wiązać się z całkowitą utratą danych. System można sobie przeinstalować, chociaż szkoda czasu na bezproduktywne instalowanie. Danych, często gromadzonych latami, nic nam nie zwróci, przy założeniu, że nie stosujemy backupów.

Istnieją programy/sterowniki oferujący podobną funkcjonalność. Jednym z popularniejszych jest ext2fsd. Oferowana funkcjonalność może nie jest pełna. Nie można np. z pozycji windowsowej skasować elementów na partycjach linuksowych. Ale to nie jest największy problem.

Ostatnia wersja programu ext2fsd (w załączeniu link do programu instalacyjnego) jest z połowy 2011 roku. W tym zakresie, tzn. definicji systemów plików ext niewiele się zmieniło. Autor zapowiada kontynuację, jednak nie widać, by coś zapowiadało nowsze wersje. Mimo tego program jest popularny. Z załączonych statystyk widać, że w tym tygodniu pobrało go ponad 10 tysięcy osób.

W serwisie sourceforge.net dostępne są też inne tego typu programy. Generalnie serwis ten wspiera projekty open source'owe. Wiele projektów linuksowych przechowuje tam obrazy dystrybucji i repozytoria. Także programy windowsowe mają tam swoją reprezentację (programy portableapps). System operacyjny jest rzeczą wtórną. Ideą przewodnią jest open source.

Moją uwagę zwrócił nowszy i może bardziej funkcjonalny ext2read. Jego zaletą jest obsługa LVM (logical volume manager).

wtorek, 15 kwietnia 2014

dual boot czyli dwa systemy na starcie

Jak żyć Panie Premierze, jak żyć. Prawdziwego windowsa już nie ma.

Ha, trudno. Nie cierpię z tego powodu, jednak jestem zdziwiony, że popularny produkt nie znalazł alternatywnej kontynuacji. Poniżej marcowe statystyki.


Posiadacze starszego sprzętu oczekiwali innego rozwiązania niż wydanie pieniędzy na nowy sprzęt i system. Można zachować interface, a zmienić trochę pod maską. Wszyscy zadowoleni. No może nie wszyscy, bo kasa się nie zgadza. Chciwość wygrywa z potrzebami użytkowników. Skądś się muszą brać gigantyczne pobory, odprawy i majątki. Ale to już historia i nauczka dla wielu. Wiara w jeden i jedynie słuszny system prowadzi do rozczarowań.

środa, 9 kwietnia 2014

Byebye

No i koniec. Najlepsze według mnie podsumowanie, to wpis Eugenia na twitterze

xp? nie trać kasy na sprzęt, zainstaluj semplice

Tyle gadania. A może koniec ery? Może dla wielu początek. Rozejrzyjmy się. Windowsy, to nie pępek świata. Świat na xp się nie kończy. Jest to szansa na zainstalowania czegoś innego. Semplice (Debian sid), tak.

pulpit openbox w Semplice Linuksie

Chociaż start może być trudny. Właśnie. Nie ma przycisku start. A w zasadzie jest. Wszędzie.

piątek, 4 kwietnia 2014

conky

Conky jest elementem charakterystycznym dla Linuxa. Czym jest i dlaczego tak wiele osób używa conky? Dla mnie osobiście, gdy nie widzę conky na pulpicie, czuję, jakbym nie kontrolował swojego systemu.

W wielkim skrócie. Conky jest konfigurowalnym monitorem systemu. Programem, który potrafi zgromadzić i przedstawić mnóstwo informacji systemowych. Co więcej pozwala na przedstawienie informacji z innych programów - pocztowych, muzycznych, pogodowych itp. Odsyłam do artykułu angielskojęzycznej wikipedii lub strony projektu (swego czasu była polska strona informacyjna, ale niestety już jej nie ma).

Zaletą conky jest praca w tle, skuteczne zbieranie informacji i małe wymagania systemowe.

Conky jest programem, którego wykonanie jest ściśle związane i uzależnione od pliku konfiguracyjnego. To co jest widoczne na pulpicie jest jego odwzorowaniem. Jeden program, mnóstwo różnych konfiguracji. Warto wspomnieć, że wątek forum Ubuntu dotyczący właśnie conky i prezentacji własnych plików konfiguracyjnych ma ponad dwa tysiące stron!

Conky jest też dostępne w repozytoriach wielu systemów, a przynajmniej we wszystkich znanych mi debianowych i ubuntowych dystrybucjach Linuksa. Nie zawsze jest w samej dystrybucji niejako out of the box (jest np. w crunchbang linuksie, lxle lub pinguay linuksie) ale zawsze możemy zainstalować z repozytorium.

Najpierw możemy sprawdzić, czy w systemie jest conky zainstalowane. Brute force to wpisanie w terminalu słowa conky. Po efekcie lub komentarzu będziemy wiedzieć.

Możemy też w terminalu wpisać polecenie

$ dpkg -l | grep conky

czyli najpierw pobraliśmy listę zainstalowanych programów, którą przepuściliśmy przez filtr ze słowem conky.

środa, 26 marca 2014

lite

To także dystrybucja bazująca na Ubuntu 12.04. Jej dodatkową zaletą jest fakt, że była ona aktualizowana w momencie pojawiania się kolejnych edycji Ubuntu w wersji lts. Ostatnia wersja dystrybucji - 1.08, opublikowana została w styczniu br.

Jak zwykle, by zasięgnąć informacji warto sięgnąć do źródła, czyli strony projektu. Już pierwszy ogląd

strona projektu Linux Lite

strony pozwala na zidentyfikowaniu grupy docelowej. Są nimi dotychczasowi użytkownicy windowsów xp. A do zagospodarowania jest ogromna masa ludzi. Ok. 40% wszystkich używanych systemów, to windows w wersji xp. Wszystkie dystrybucje linuksowe (desktopowe) są używane przez mniej niż 2% użytkowników. Jeżeli nawet ułamek "fanów xp" przesiadł się na Linux Lite'a, to byłby sukces. Czy jest na to szansa? W kategoriach racjonalnych -tak. W kategoriach emocjonalnych - trudno powiedzieć. Zawsze w takich sytuacjach przypominają mi się moje odczucia, kiedy zostałem w Szkocji zaproszony na szkocki obiad - baranina w sosie miętowym. Fe. Tknąłem, jak już prawie nie było i zastanawiałem się. dlaczego byłem na tyle głupi, by przynajmniej nie spróbować wcześniej. Głupota prawem młodości. Co wcale nie oznacza, że z wiekiem mądrzejemy.

niedziela, 23 marca 2014

Voyager

To dystrybucja, która przede wszystkim dobrze wygląda. Nie wiem jeszcze, co jest w środku, ale wygląd robi wrażenie.

Voyager 12.04 lts, ekran startowy

Szare odcienie, dopracowany graficznie, conky u góry, launcher u dołu ekranu, aż trudno uwierzyć, że jest to pulpit Xfce. Taki sam jest dostępny w wielu innych dystrybucjach (lite, black lab, xubuntu) ale ten jest jedyny w swoim rodzaju.

Projekt voyagera jest relatywnie nowy. Niestety nie dotarłem do historii ani na stronie projektu, ani w Wikipedii. Francuska odsyła bezpośrednio do strony, jak wyżej. Sama strona jest bardzo merytoryczna. Chociaż po francusku, to z pomocą googlowego tłumaczenia można ją zrozumieć. Pewnym utrudnieniem jest pobieranie wersji lts, bo jest to wersja stara (nie są dostępne wersje pośrednie bazujące na xubuntu 12.04.n) i dostępna tylko poprzez torrenty.

niedziela, 16 marca 2014

Black Lab

Przyglądam się innemu systemowi, innej propozycji zastąpienia windowsów przez system uniksowy. Zgodnie z przedstawioną wcześniej filozofią, interesuje mnie system o długim okresie wsparcia, łatwy w użyciu i z ergonomicznym pulpitem, przypominającym pulpit windowsów xp lub siódemki.

Black Lab Linux Xfce jest ciekawą dystrybucją bazującą na Ubuntu 12.04 LTS. Ale najpierw słowo o nazwie.

Cały projekt wystartował w 2006. Dystrybucja była znana pod różnymi nazwami, a najpopularniejsza z nich, to OS4 OpenLinux. Z przyczyn prawnych nazwa ponownie musiała zostać zmieniona (OS4 w jakiś sposób wiązało się z Amigą i jej systemem operacyjnym). Zaburzenie to spowodowało, że distrowatch.com uznał OS4 za dystrybucję nieaktywną. Projekt zmienił nazwę, która także moim zdaniem nie jest najszczęśliwsza, ale nie zostało to uznane za kontynuację. Trochę to dziwne, bo w samym projekcie zmiany są raczej ewolucyjne niż rewolucyjne. Kolejne wersje BLL kontynuują wcześniejsze wersje OS4.

OS4/BlackLab zawsze mi się podobał ze względu na stabilność i długie wsparcie, lekkie środowisko graficzne (Xfce) i dobór oprogramowania. Pobierając obraz płyty od razu zauważymy, że jest on ponad dwukrotnie większy od obrazu Ubuntu. Coś w tym musi być.

Moje poniższe uwagi odnoszą się do wersji liveDVD. Nie instalowałem systemu i nie pracowałem z nim dłużej. Wersja liveDVD służy do przetestowania systemu i podjęcia decyzji o instalacji lub nie. Zawsze jest pożądana, ale wersja ostateczna może być lekko inna. Kwestia lokalizacji. Z reguły liveCD/DVD jest po angielsku (potem instalacja jest już w wybranym języku). W wersji live coś może nie działać, po instalacji możliwe jest rozwiązanie zauważonych wcześniej problemów. Możemy też doinstalować brakujące aplikacje. Jak zwykle. Trzeba zjeść beczkę soli, by o czymkolwiek wydać rozsądną opinię. Analiza liveDVD, to pierwsze przybliżenie, którą jednak zawsze warto zrobić przed podjęciem właściwej decyzji.

Obraz płyty nagrywamy na DVD lub pendrive'a. Ja zwykle wybieram ten drugi sposób. Rufus działa. Oldschoolowo komendą dd spod Linuxa. W notebooku nie mam napędu DVD, a dodatkowo pendrive'a można wykorzystać wielokrotnie. W przypadku starszego sprzętu może być problem z BIOSem. Natywnie starsze BIOSy nie umożliwiają uruchamiania systemów z pendrive'a. Wtedy płyta się przydaje. Chociaż nie jest to konieczność, bo istnieje oprogramowanie pozwalające na pośrednie uruchomienie systemu z pendrive'a. Odsyłam do literatury.

Testuję wersję 64 bitową na notebooku asus u32u z procesorem e-450. Uruchomienie BLL liveDVD jest standardowe. Połączenie sieciowe i poprzez modem GSM i wifi działa bezproblemowo.

Pierwszym etapem jest sprawdzenie wersji systemu. Potem właściwe ustawienie czasu - system podaje czas strefy czasowej developera (NY). I tu zaskoczenie. Na minus. Nie ma obsługi protokołu NTP, który odpowiedzialny jest za aktualizację czasu, a przy okazji próby uaktualnienia systemu brak jest kluczy GPG dla części oprogramowania. To są drobiazgi jednak denerwujące.

nie ma wsparcia protokołu NTP

poniedziałek, 10 marca 2014

LXLE

Nowa, ale już popularna dystrybucja, której celem jest ożywienie starego komputera a także zastąpienie xp, visty, 7. I wydaje mi się, że to jest klucz w tej filozofii.

Aktualizacja windowsów do nowszej wersji najczęściej jest możliwa tylko poprzez wymianę sprzętu. Z drobiazgu robi się gigantyczna afera. Na sprzęcie sprawnym fizycznie, ale leciwym, nie zawsze można zainstalować nowszą wersję powszechnie znanego systemu. Może zabraknąć albo zasobów, albo, i to jest najczęstsze, narzędzi do zarządzania sprzętem, czyli sterowników. Dostawcy systemu i sprzętu kochają swoich klientów/użytkowników do czasu wyboru i zakupu. Potem, radź sobie sam. Porównałbym to do wozu i woźnicy. Czy wymiana woźnicy wiąże się z wymianą wozu?

I czy taka postawa jest racjonalna z naszego, klienckiego punktu widzenia? Bo z punktu widzenia dostawców tak. Motorem działania jest ich chciwość. Sprzęt starszy i nowszy, ale słabszy, doskonale daje sobie radę w większości codziennych zastosowań. Co więcej. Od paru lat moce komputerów nie zmieniają się. Optymalizowane są inne rzeczy. M. in. energooszczędność. Komputer kupiony pięć lat temu ma wystarczającą moc do dźwignięcia niejednego systemu operacyjnego.

Linux wykorzystuje różne środowiska graficzne. Ktoś kiedyś zadał sobie trud, by zbadać ich pamięciożerność. Wykres wykorzystania pamięci wygląda tak

wykorzystanie pamięci (w MiB) przez różne środowiska graficzne

(wtórnym źródłem wykresu i informacji jest strona http://lxlinux.com/index.html).

środa, 5 marca 2014

okolice Ubuntu

Czas zakończenia wsparcia xp zbliża się nieubłaganie, to warto zastanowić się jakie są alternatywy dla naszego wysłużonego windowsa. Oczywiście xp jest nadal dobre, a w dniu 8 kwietnia nic się nie zmieni jeżeli chodzi o funkcjonalność systemu. W przypadku kontaktów ze światem zewnętrznym, szczególnie z jego częścią finansową i rozrywkową (w szerokim pojęciu) warto mieć bezpieczniejsze narzędzia. Powodem kłopotów są zawsze
  • hazard,
  • dziewczyny
  • i głupota.
Do tej pory windowsy były monopolistą. Nikomu nie przychodziło do głowy, że może istnieć coś innego. Ale wszystko się zmienia. Mamy dobrą, ale płatną alternatywę w postaci systemu OS X, co jednak pociąga za sobą także zmianę sprzętu, oraz darmowe lub płatne ile chcemy systemy linuksowe. Zaletą tych ostatnich jest możliwość użycia na już posiadanym sprzęcie. Co więcej, wiele z tych systemów ma wieloletnie wsparcie. Ubuntu w wersji lts - 5 lat, Debian stabilny - co najmniej 3 lata, CentOS - prawie do końca 2020 roku. Jest w czym wybierać.

W przekonaniu wielu osób Ubuntu stało się synonimem Linuxa. Tak nie jest. Ubuntu jakkolwiek jest bardzo popularnym systemem, to jednak pozostaje kwestią otwartą w jakich obszarach linuksowych się znajduje. Patrząc na wkład w rozwój istotnych elementów składowych systemów linuksowych, to raczej na szarym końcu. Niemniej jednak poprzez działania marketingowe, w tym darmowe wysyłanie płyt, zyskało sobie stosunkowo dużą popularność.

O Ubuntu napisano wiele. Nawet GW wzięła się za jego popularyzację instruując, w jaki sposób należy go instalować (instrukcja raczej z tych gorszych).

Nie jestem zwolennikiem Ubuntu. Poniżej moje (indywidualne) zastrzeżenia:
  • po pierwsze wymaga znacznych zasobów - środowisko Unity jest jednym z bardziej pamięciożernych,
  • po drugie - zmodyfikowanie wyglądu desktopu wymaga sporo pracy,
  • po trzecie - ma zapędy dyktatorskie, pomijając potrzeby społeczności,
  • po czwarte - zbudowane jest na pakietach Debiana niestabilnego, co jakby z założenia przeczy stabilności systemu,
  • po piąte - za dużo w nim komercji, marketingu i cross-sellingu.
Z drugiej strony, Ubuntu ma bardzo dobre wsparcie społeczności. Jeżeli znamy angielski i w przeglądarce potrafimy wpisać odpowiednie słowa kluczowe, to zawsze jest odniesienie do stron askubuntu lub wiki, co pomaga w rozwiązaniu problemów.

niedziela, 23 lutego 2014

aero2 i Linux

Wcześniej pokazywałem , w jaki sposób można korzystać z karty aero2 i modemu huawei e3131-s2 do łączności internetowej w ramach przewidzianej dla tej technologii. Nie było to trudne. W windowsach niezbędne było zainstalowanie odpowiednich sterowników i programu zarządzającego. Okazuje się, że pod Linuxem jest jeszcze łatwiej. Nic nie trzeba instalować. Wystarczy włożyć modem i działa.
Przykładem jest Point Linux, ale może być dowolna dystrybucja, w której połączenia są zarządzane poprzez Network Managera. Tak jest w wielu dystrybucjach - Debian, Ubuntu, Fedora, chociaż nie we wszystkich. Jak rozwiązać problem braku Network Managera, poniżej.
Ale najpierw modem z kartą aero2 umieszczamy w gnieździe usb. Modem i sieć jest po chwili widoczna dla systemu. Aby się o tym przekonać klikamy ikonę Network Managera

opcje Network Managera
W otoczeniu widoczna jest sieć gsm.

piątek, 21 lutego 2014

Czas

Czy ktoś się zastanawiał jak nasz komputer lub też system operacyjny odmierza czas? Problem jest niebanalny, jakkolwiek niezauważalny, jeżeli korzysta się z jednego systemu. W przypadku wielu systemów na jednym komputerze jest to zawsze pewien zgrzyt.
Ale od początku. Zacznijmy od czasu sprzętowego. Z angielska Real Time Clock lub CMOS clock. Jest on ustawiony w naszym biosie. Czas ten ustawiamy z palca lub też system operacyjny stosownie go modyfikuje zapisując "właściwy".  Oznacza to, że czas sprzętowy i czas systemowy, czyli ten odmierzany przez nasz software, mogą być różne. Czasami jest to źródłem nieporozumień. Jeżeli jest jeden system on zawsze wie jaki ustawić czas systemowy względem czasu sprzętowego. W przypadku wielu systemów może się okazać, że procedury ustawiania czasu są różne.
Przyjęła się taka umowa, że niezmienny jest czas uniwersalny UTC. Pozostałe czasy, mowa o czasach lokalnych, wyznaczane są w relacji do UTC z uwzględnieniem offsetu wynikającego z oddalenia od położenia zerowego. Tą samą konwencję stosują systemy unixowe - w tym (Mac) OS X, Linuksy i BSD. Czas sprzętowy z założenia jest czasem UTC. Czas systemowy jest czasem UTC z uwzględnieniem offsetu.
Do tej zasady nie stosują się windowsy. Czas jest zawsze czasem lokalnym. Przyjmijmy, że warszawskim. Warszawa jest w strefie czasowej UTC +1.
Co to oznacza w konsekwencji? Odpalamy windowsa mamy właściwy czas. Odpalamy na tym samym sprzęcie inny system unixowy - czas jest inny z dokładnością do godziny, dwóch w zależności od pory roku (a zmiana czasu ze względu na porę roku, to kolejna frustracja).
W linuksach zmiana standardu, czyli założenie, że czas sprzętowy jest czasem lokalnym, jest rzeczą bardzo prostą. Wystarczy w zbiorze (tekstowym) /etc/default/rcS dopisać linijkę

UTC=no

piątek, 7 lutego 2014

Point, po instalacji

Nowy system zainstalowany. Grub dopracowany. I co dalej? Poniżej kilka uwag, w jaki sposób aktualizować system i instalować nowe programy. W tym także dropboxa.

Na początek słowo o programach. Dystrybucje linuksowe wykorzystują przede wszystkim oprogramowania otwartoźródłowe i niewłasnościowe. Stosowne licencje pozwalają na wykorzystywanie tych samych programów w wielu systemach oraz swobodne ich modyfikowanie. Problem jest z driverami, programami zarządzającymi hardwarem. W wielu przypadkach są to binarne (skompilowane) programy własnościowe, trudne do zastosowania w systemach innych, niż dedykowane przez producentów. Własnościowe są również skype i dropbox. Debian, ale każda z dystrybucji ma własną politykę w tym zakresie, dzieli oprogramowanie na trzy grupy. Pierwsza, to oprogramowanie wolne, druga - oprogramowanie wolne, jednak wykorzystujące też niewolne oprogramowanie/biblioteki (contribite), ostatnią grupą jest oprogramowanie niewolne (non-free).

Point dołączył część niewolną repozytoriów, przez co łatwiej jest go zainstalować i używać. Out-of-the-box mamy gotowy system. W przypadku Debiana częstym problemem jest brak wolnych sterowników kart wifi. System musi być zainstalowany z wykorzystaniem łącza kablowego. Po uzupełnieniu repozytoriów i doinstalowaniu stosownych niewolnych sterowników możemy korzystać z wifi. Także podczas instalacji Debian nie obsługuje łączności gsmowej. Twórca Pointa wykonał część prac za nas, dołączając także preferowane przez siebie środowisko graficzne.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Grub

Grub jest pierwszym programem widocznym przez każdego z nas po instalacji Pointa i ponownym restarcie. Potrafi on rozpoznać dostępne na dysku systemy operacyjne i narzędzia. A przy kolejnych startach wybrać odpowiedni system lub narzędzie do dalszej pracy.
Jego instalacja i praca w dużym stopniu zależna jest od topologii dysku. Dla swojego działania zmienia on pewne obszary dysku dla swoich potrzeb. Dodatkowo wykorzystuje obszary dysku niezajęte przez system. Kluczowym jest oczywiście MBR - sektor rozruchowy dysku nadpisany w trakcie installacji Pointa. W efekcie tego tracimy bezpośredni dostęp do programu rozruchowego windows, o ile posiadamy go na dysku. Każdy system operacyjny musi być uruchamiany oprzez gruba. Ale to dobrze i tak ma być. XP nie umożliwiają rozpoznania i startu innego systemu operacyjnego.
Jak poprzednio, podstawowym założeniem przy instalacji systemu operacyjnego (windowsów, pointa lub innego systemu) i teraz przy modyfikacji gruba było założenie, że fimwarem jest BIOS.

Parametry gruba przechowywane są w pliku tekstowym /etc/default/grub. Plik ten możemy edytować mając uprawnienia administratora.

Tutaj uwaga, dla tych co pierwszy raz i nie wiedzą. W systemach unixowych zawsze pracujemy na swoje konto z mniejszą ilością uprawnień. W pewnych obszarach możemy wszystko, w innych, szczególnie istotnych, musimy sobie przyznać dodatkowe uprawienia. Musimy być rootem, co w windowsach nazywa się administratorem. Jednym z ograniczeń jest zmiana parametrów systemu (a także instalacja innych programów). Bezpieczeństwo bywa męczące, dlatego w windowsach xp natywnie nie ma żadnych zabezpieczeń. Prowadzi to do wielu groźnych sytuacji. W systemach unixowych unikamy tego stosując wypróbowane i racjonalne praktyki. Jedną z nich są ograniczone uprawnienia użytkownika.

czwartek, 30 stycznia 2014

Point obok XP

Spodziewany i nieuchronny koniec wsparcia dla windowsów w najlepszej wersji zmusza do zastanowienia się. Kontakt ze światem zewnętrznym jest ryzykowny (to jest sytuacja hipotetyczna). Trzeba pomyśleć o innym, bezpieczny narzędziu dostępu do sieci.
Poniższa propozycja jest tylko sugestią, ale może warto się nad tym pochylić. Kosztem jest wysiłek intelektualny. Wiem, że wielu woli zapłacić niż myśleć i na tym żerują sprzedawcy wszelkiego dobra. Bo czy kiedykolwiek, masowo (pomijam przypadki indywidualne) zastanawiamy się nad celem zakupu, szczegółami co właściwie kupujemy, kto i gdzie to zrobił, i jak zakup pomoże nam rozwiązać problem, który zmusił nas do zakupu. Sporo tego jak na drobnego mężczyznę. Niejednokrotnie sprzedawcy traktują nas jak idiotów. Nie podają szczegółów technicznych produktów, manipulują danymi, interpretują fakty dowolnie, grają na naszych emocjach. Wszystko by osiągnąć sukces. Sukces sprzedaży. My przez lata zostajemy z tym, co kupiliśmy, on zainkasował prowizję.
Proponuję system, który przejmie część funkcji windowsów xp. Grzecznie będzie współpracował z naszym starym systemem. Zaoferuje nowe wartości, nie niszcząc starych. A jak się nie spodoba, to możemy dobrać naszemu xpkowi innego partnera. Sytuacja prawie idealna.

Spójrzmy na Pointa. Poniżej ekran systemu, na którym obecnie pracuję.

ekran systemu

Wygląda znajomo. Nieprawdaż?

środa, 15 stycznia 2014

Po xp

Wszystko co ma swój początek, ma też i koniec. Trzeba się już zastanowić, nie ma wyjścia, jaka powinna być nasza reakcja na brak wsparcia dla xp. Czasu mamy niewiele. Starajmy się własnoręcznie, a raczej samodzielnie intelektualnie, bez żadnej podpowiedzi marketingowej znaleźć zgrabny scenariusz.

Osobiście, to komputery mam już leciwe.

specyfikacja mojego desktopa

Czy to w czymś przeszkadza? Mnie osobiście nie. Nie wyliczam jakiś karkołomnych trajektorii, nie mam zbyt ciężkiego systemu, i w ogóle to niezbyt obciążam swój sprzęt. Wystarczyło na lat 8, wystarczy jeszcze trochę. Zawahałem się, co do długości następnego okresu, bo to zależy od wielu rzeczy. Przede wszystkim sposobu wykorzystania.